O mnie

poznajmy się lepiej:)

Hej!

Nazywam się Anna Kojro i od dziecka, odkąd tylko pamiętam maluję i rysuję. Jestem mamą trójki dzieci, które uczą mnie, co w życiu jest najważniejsze. A co jest? To, aby doceniać chwile, to co się ma, aby brać życie w swoje ręce i nie pozwolić, żeby czyjaś opinia czy krytyka była ważniejsza niż spełnienie swojej pasji i marzeń. To dzieci właśnie (sam fakt ich posiadania) najbardziej zmotywowały mnie do tego, abym podążyła za głosem serca i spełniła marzenie o byciu ilustratorką.

Tak już mam!

Ukończyłam studia architektoniczne na Politechnice Gdańskiej, był to wybór podyktowany głosem rozsądku, wynikowa wektorów wskazujących na moje zdolności matematyczne oraz rysunkowe. I daleka jestem od stwierdzenia, że żałuję tej decyzji. Nie wiem co stałoby się, gdybym wybrała inaczej. Ale tak jak pisałam wcześniej, chcę doceniać to, co mam i co osiągnęłam dzięki tym studiom. Dały mi one solidną bazę w postaci podstaw rysunku, malarstwa, kompozycji, teorii kolorów, światłocienia i konstruowania bryły (myślę, że wielu grafików potwierdzi, jak ważna jest to wiedza przy projektowaniu np. postaci). Dzięki tym studiom sama zaprojektowałam mój dom. Poznałam męża. Krótko mówiąc, dzięki nim jestem, kim jestem.

Jednak potem pojawiły się dzieci. I świat wywrócił się do góry nogami. Trzeba było przewartościować swoje życie. Z aktywnej i mającej wiele zainteresowań dziewczyny przekształciłam się w Matkę Polkę spędzającą w domu prawie cały swój czas. To, co się dzieje w głowie świeżo upieczonej mamy (albo szerzej – każdej mamy, po prostu) zrozumie chyba tylko ten, kto sam tego doświadczył.

Zaczęła się piękna, ale wypełniona wybojami droga macierzyństwa. Jeśli jest jeszcze wokół was was ktoś, kto uważa, że matka opiekująca się dziećmi w domu głupieje, rozleniwia się i ogólnie „siedzi”, to możecie mu pokazać ten wpis, proszę bardzo! Dla mnie urodzenie dziecka rozpoczęło proces największej i najbardziej spektakularnej przemiany wewnętrznej, jaka kiedykolwiek we mnie zaszła. Pięknej przemiany. Był to proces złożony z m. in. samodoskonalenia się, nauki tolerancji, zrozumienia, szukania rozwiązań, cierpliwości, testowania granic swojej siły fizycznej i psychicznej.

Zrozumiałam, że nie będę miała drugiej szansy, żeby zacząć robić to, co na prawdę kocham. Miałam sporo czasu, żeby spojrzeć na moje życie jakby z boku. Chciałam też znaleźć sposób, aby mieć bardziej elastyczne godziny pracy, większą swobodę i możliwość spędzania czasu z dziećmi.

Zaczęłam każdą wolną chwilę spędzać na malowaniu. O akwareli miałam jedyne takie pojęcie, że widziałam w moim domu rodzinnym akwarelowe pejzaże mojego dziadka.

Uczyłam się z internetu i książek, gdy tego było już dla mnie za mało, wykupiłam kilka kursów o ilustrowaniu. Z czasem zaczęły pojawiać się pojedyncze zlecenia.

(Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na temat technik, które używam, to kliknij TUTAJ (link do artykułu „Czym tworzę”))

Mój synek gdy miał 3 dni.
Basia w wieku 3 lat uwielbiała słone paluszki.

Nie będę wam przytaczać całej historii, która doprowadziła mnie tu, gdzie jestem, dość wspomnieć, że po drodze urodziłam trzecie dziecko, synka, miałam wiele chwil zwątpienia, kilka zwrotów akcji, uczestniczyłam w projekcie mentoringowym, brałam udział czterokrotnie w targach ślubnych, malowałam w porze drzemek dziecka oraz w nocy, wylałam sporo łez i spędziłam wiele nieprzespanych nocy zastanawiając się nad moją działalnością. To wszystko jest doga, proces, który trwa, i który z pewnością się nie zakończył.

Ale jestem i tworzę. I wybaczcie mi, jeśli zabrzmi to trochę górnolotnie i patetycznie, ale będę tworzyć już do końca życia. Wiem, że to prawda i nic na to nie poradzę, to nie jest żadna moja zasługa.

Po prostu nie umiem już inaczej. 🙂

Ale teraz pragnę zaprosić Cię do uczestniczenia w tym procesie.

Zobacz moje prace link do portfolio

Jeśli masz do mnie jakieś pytania lub chcesz zamówić u mnie ilustrację zapraszam TUTAJ (link do formularza

Scroll to Top